Rodziny z dziećmi, które chcą aktywnie spędzać wolny czas – STOP, co to jest wolny czas!? No dobrze, załóżmy że inne rodziny z dwójką małych dzieci są lepiej zorganizowanie niż ja. W każdym razie często trzeba dokonywać wyboru czy iść na trening i zostawić drugiej połówce po opieką cały dom, czy skulić głowę i przykładowo ugotować obiad. Z pomocą przyszedł wózek Thule Glide.

Pierwsze wrażenie – jest bardzo lekki! Jego masa wynosi zaledwie 9,9 kg - to mniej od głównego konkurenta modelu, BOB Ironman, który waży 10,6 kg. To bardzo istotne gdy musimy wnieść nieporęczny sprzęt po schodach. Transport Glida również jest przemyślany. Po włożeniu wraz z kołami nie musimy dźwigać wózka, wystarczy że złapiemy za uchwyt i możemy go ciągnąć za sobą. Złożony zajmuje sporo miejsca - wynika to z dużej średnicy kół, można je jednak zdemontować. O ile tylne koła schodzą bez problemu (wystarczy jedynie nacisnąć guzik i pociągnąć) to z przednim trzeba się pobawić (należy rozpiąć hamulec, zwolnić i trochę rozkręcić szybkozamykacz).
Podczas zapinania dziecka do pierwszej przebieżki spotkało mnie miłe zaskoczenie. Wreszcie ktoś pomyślał nad konstrukcją klamry do pasów. Wszystkie, z jakimi do tej pory miałem styczność (a było ich sporo) miały podobną konstrukcję: trzeba było najpierw przyłożyć do siebie dwie sprzączki a następnie jednocześnie włożyć je do gniazda pod odpowiednim kątem, co przy energicznym dziecku graniczyło nieraz z cudem. W Thule jest to bajecznie proste ponieważ można zapinać osobno lewy i prawy pas – nareszcie!

Dla odpowiedniej wygody dziecka możemy płynnie regulować kąt oparcia za pomocą ściągacza (aż do pozycji leżącej). Daszek jest regulowany w bardzo dużym zakresie, co przydaje się w przypadku silnego wiatru czy zachodzącego słońca. Przednie koło jest sztywno zamocowane i nie ma możliwości skręcania, co znacznie poprawia stabilność jazdy. Dodatkowo, koło ma regulację położenia pozwalając na idealne ustawienie równego toru jazdy. Bieganie z wózkiem jest przyjemne, mamy dużo miejsca na nogi i nie ma obawy, że kopniemy wózek podczas szybkiego biegu. Uchwyt również możemy dostosować do wzrostu biegacza, wyposażony jest on także w pasek bezpieczeństwa zakładany na nadgarstek, uniemożliwiając wypuszczenie wózka na zbiegu. Przy stromych górkach mamy do dyspozycji hamulec, umieszczony w przednim kole. Nie jest on bardzo skuteczny ponieważ przód jest daleko wysunięty i nie jest dostatecznie dociążony. Przy lekkim naciśnięciu na klamkę wózek zwalnia, natomiast gdy chcemy nieco mocniej zahamować przód bardzo szybko się blokuje. Naszym zdaniem skuteczniejsze byłyby hamulce umieszczone na tylnej osi.
Thule Glide to twentyniner wśród wózków. Ma bardzo duże koła, z przodu 16”, z tyłu aż 18”. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na asfalt, wręcz przeciwnie, znacznie przyjemniej jest biegać po szutrze. Duże koło bardzo dobrze wygładza nierówności, tym bardziej, że tylna oś jest amortyzowana. Nawet jak zapuścimy się trochę za daleko i przyjdzie nam pokonać większe dziury czy korzenie, tylne resory wezmą sporo na siebie, a resztę wstrząsów dziecko przyjmie z uśmiechem na twarzy.
Glide można stosować od 6 miesiąca życia a jego całkowita nośność to aż 34 kg (dziecko razem z dodatkowymi rzeczami przewożonymi w koszu). Pozwala to na całkiem długi okres użytkowania.

Do wózka można dokupić osłonę przeciwdeszczową, moskitierę, uchwyty na kubki czy bidony, ale najciekawsze są adaptery do fotelików dla niemowląt czy gondoli. Dzięki temu nie musimy czekać aż nasza pociecha zacznie siedzieć.

Cena: 2199 zł

Dodano: 2016-08-18

Autor: Tekst: Kuba Chryczyk

Tagi: Thule

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy